Dziwne indonezyjskie laleczki Voodoo stały się magicznymi amuletami

Kategorie: 

Źródło: kadr z YouTube

Indonezja jest krajem bardzo zróżnicowanym pod względem kulturowym. Opowiadane są tam liczne legendy o duchach i dziwnych stworzeniach zamieszkujących tamtejsze dżungle. Jednak jedna tradycja wydaje się szczególnie dziwna. Chodzi o niesamowite kukły przypominające mumie i okraszone długimi kłami i włosami.

 

Na wyspie Jawa wytwarzane są niezwykłe lalki o przerażającej fizjonomii. Mają kły i długie ostre pazury. Miejscowi nazywają te istoty Jenglot. Tworzący je ludzie za punkt honoru dają sobie to, aby kukły jak najbardziej przypominały mumie.

O dziwo tworzenie Jenglotów nie jest wielowiekową tradycją. Wszystko rozpoczęło się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Chociaż niektórzy twierdzą, że straszne lalki powstawały już wcześniej i były wykorzystywane podczas szamańskich rytuałów typowych dla prymitywnych plemion występujących do dzisiaj w tym kraju.

 

Jengloty są często sprzedawane turystom jako pamiątki z wizyty w Indonezji. Okazuje się, że często kupują je również Indonezyjczycy, którzy bynajmniej nie traktują tych laleczek jako makabrycznej dekoracji. Wierzą oni często w magiczną moc tych totemów.

Właściciele tych indonezyjskich laleczek voodoo często "karmią" je używając krwi, przeważnie zwierzęcej ale czasami ludzkiej.  Umieszcza się ją w pobliżu Jenglota, który, według indonezyjskich wierzeń, znajdzie sposób na to aby się ją posilić.

Według indonezyjskiej legendy pierwszy Jenglot był ascetą , który chciał nauczyć się drogi do życia wiecznego. Według wierzeń ów pustelnik, czcił demony dzięki czemu zyskiwał wielką moc i magiczne zdolności. Indonezyjczycy twierdzą, że jeśli osoba odpowiednio długo medytuje w określonej jaskini, to staje się one Jenglotem.

 

 

 

Ocena: 

1
Średnio: 1 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Kmieciu

Oj tam, to tylko mumie

Oj tam, to tylko mumie ufoszatanoschizomorfonautów z 18,5 wymiaru rzadkogęstej inteligencji powietrza, co po pijaku wypadły z latającego talerza zrobionego z energii orgiastycznej (czy jakoś tak) i tylko Dżizus Krajst Superstar może nas uratować, jeśli się będzie 666 razy dziennie mamrać na buddyjskich koraliczkach bezsensowne ciągi słów do egipskiej bogini, przebranej za voodoo Żydówkę z Częstochowy. Nie ma się czym przejmować.

 

Skomentuj